Wieści z Nepalu

Relacja z wyprawy w lutym 2015 roku.

Przed bardzo „przechodzonym” lotniskiem w Kathmandu, czekał zamówiony samochód wraz z kierowcą i kilkoma etatowymi tragarzami, którzy po wrzuceniu naszych worów zażyczyli sobie 10 dolarów – dostali pół dolara, a my ruszyliśmy ku przygodzie i na poszukiwanie miejsca do spania. Pierwsze wrażenie jakie robi Stolica Nepalu jest naprawdę słabe – brud, smród i ubóstwo. Najgorsze jest to, że potem wcale nie jest lepiej, a opisy z przewodników w stylu „ urokliwe uliczki” czy też „nastrojowe kafejki” można śmiało włożyć między bajki.

wiesci_z_nepalu_10

Po perturbacjach ze znalezieniem hotelu akceptowalnego przez małżonki, cała ekipa udała się na zasłużony odpoczynek, umawiając się za dwie godziny na rekonesans. Jak to zwykle bywa jedni myśleli, że inni śpią, ci inni pukali wcześniej do tych pierwszych ale tamci nie słyszeli itd. Suma summarum powstały dwie podgrupy – jedna znalazła pyszne pierogi zwane „momo,” a druga wpadła w sidła przewodnika, który coś tam im pokazał, jednak ile to kosztowało to grupa jedząca nigdy się nie dowiedziała, bo wstyd.

wiesci_z_nepalu_9

Rano część zamówiła omlet inni natomiast jajka sadzone lub jajecznicę – następnie wszyscy dostali placki i pojechaliśmy do Pokhary. ( a – zapomniałbym – kawa z mlekiem to u nich kawa na mleku ). Dystans 200 km zajął nam bagatela dziesięć godzin – no ale gdyby nie to, że zrobiliśmy postój „kulturalno – zabytkowy” to byłoby góra osiem. Jadąc tak cały dzień, zaczęliśmy się przyzwyczajać do tego, że klakson zastępuje kierunkowskazy, a kodeks drogowy to jedynie spis luźnych sugestii. Gdyby tam można było jeździć szybciej to populacja spadłaby znacznie – jedyne co ich ratuje to fakt, że nie da rady „podgonić” .

wiesci_z_nepalu_12

Pokhara, a przynajmniej jej część turystyczna prezentuje się dużo lepiej niż Kathmandu – są dobre restauracje, jest w miarę czysto, a okolica jest naprawdę piękna. Mieszkaliśmy w bardzo porządnym pensjonacie z ciepłą wodą, prądem oraz internetem, więc złego słowa nie da się powiedzieć. Nasza Pani Gospodyni robiła nepalskie śniadanka – i teraz już wiemy, że banan pasuje do marchewki, a kartofle do marmolady ! – A propos jogurtu , to on się tam nazywa lassi i jak się go zmiksuje z bananem to miodzio ! – Generalnie jedzenie to mocna strona Nepalu, ponieważ można wybierać między kuchnią indyjską, chińską i oczywiście nepalską. Jest i na ostro i na słodko , może być mięsnie albo wegetariańsko. Wszystko jest pyszne, gorące i kolorowe, a to, że każda z miejscowych restauracji zostałaby przez nasz Sanepid natychmiast zamknięta, to mało istotny detal. Generalnie bardzo nam smakowało i nikomu nic nie było.

Co do latania to musieliśmy zweryfikować nasze pierwotne plany przemieszczania się z miejsca na miejsce, ponieważ każde 100 km w tamtych realiach to cały dzień w samochodzie. Lataliśmy więc tylko w Pokharze, gdzie warunki są bardzo dobre. Jest stabilna termika, super widoki, warun każdego dnia, dobrze przygotowane startowiska oraz pięknie położone nad jeziorem lądowisko.

wiesci_z_nepalu_11

I to na tyle ochów i achów, ponieważ zgodnie z tym co podają przewodniki, Pokhara to Mekka paralotniarstwa. Przewodniki te jednak nie dodają, że do tej Mekki nie jadą normalni latacze, ale nienormalni Chińczycy, którzy za punkt honoru stawiają sobie lot w tandemie. Startujący Chińczyk musi zrobić sobie „sweet focie” z pilotem, następnie drze się podczas lotu – do połowy ze strachu, a od połowy bo mu niedobrze. Po wylądowaniu, Chińczyk puszcza pawia, płaci osiemdziesiąt dolarów i wraca do ojczyzny. Chińczyków, jak wiadomo jest sporo i w dodatku mają blisko, więc na startowiskach jest tłok jak podczas otwarcia galerii. Tak więc owa Mekka nie jest miejscem „ modlitwy” ale targowiskiem, gdzie interes tandemowy przybrał formę daleką od zabawy jaką jest latanie. Wszystko jest pod tandemy i dla tandemów, tandemy starują pierwsze, a przestrzeganie przepisów w powietrzu oraz zasad dobrego wychowania na ziemi, dalekie są od ideału. Piloci europejscy, w tym Polacy pracujący dla firm tandemowych są dobrzy, natomiast autochtoni nie zawsze wiedzą dlaczego „to coś” leci, co naprawdę nie jest zabawne.

Kończąc powiem tak: mimo wspomnianych powyżej niedogodności to wyjazd był super bo jak zawsze było bardzo wesoło a to że Stasio zrobił babach to tajemnica ponieważ Mania nie może się dowiedzieć więc cicho sza ……

Zapraszamy na Film…

Paweł Baranowski