Paralotniarstwo na Lubelszczyźnie

Rys historyczny

Z notatnika mojej pamięci czyli jak to kiedyś wyglądało 🙂

Pionierami Paralotniarstwa na Lubelszczyźnie byli bez wątpienia koledzy Piotr Motyko i Bogdan Rojek. Był to bodajże rok 1993 kiedy Piotrek pojechał do Zakopanego i kupił od Krzyśka Dudzińskiego Eurosa. W momencie kiedy ja stawiałem pierwsze kroki Bogdan latał na PL-12 z Airpolu. Były to takie czasy, że latanie ograniczało się do zlotów z różnych górek a wydarzeniem był żagiel, który trwał ponad pół godziny. Latano wtedy z miejsc które w tej chwili nie nadają już się do tego celu ze względu na to że zarosły, a także wiele z nich jest zabudowanych. W każdy weekend któraś górka była okupowana przez zgraje kolorowo ubranych ludzików, którzy po zlocie w dół uparcie wchodzili na górę. I tak w koło przez cały dzień. Warto w tym miejscu przypomnieć osobę Sylwka do którego należy rekord podejścia pod Janowiec…..aż 17 razy w ciągu dnia. Z czasem sytuacja się zmieniała, pojawiały się coraz nowsze skrzydła i widać było wyraźnie różnicę. Nastała era Firebirda Flame( Piotrek ), UP Soul (Kicius), Up Blues (Tomek) i VIPów ( Ja, Mysza, Jacek Topielec, Kosik i inni ). Coraz dłuższe były nasze loty i coraz większe oczekiwania.
Od święta organizowane były też hole, które nie były tak popularne jak dziś. Tutaj też warto wspomnieć o Bogdanie, który swoją Toyotą Hiace holował nas na lotnisku w Ułężu (zazwyczaj za free)

Jakże odbiegało to od dzisiejszego wyobrażenia. Kiepskie były radia, siłę ciągu pokazywał mechaniczny radziecki siłomierz kupiony na bazarze a odczyty z niego podawała kierowcy osoba siedząca na pace 🙂
Punktem zwrotnym w Mojej karierze były wakacje spędzone w Borsku. Miałem takie szczęście, że mogłem tam spędzać trzy miesiące w roku przez parę lat.
To tam zasmakowałem latania w termice i zawsze z rozrzewnieniem wspominam to miejsce i chętnie wracam kiedy mogę.
Fenomenem tamtych lat było to iż pomimo tego, że nie było Internetu a komórki dopiero pojawiały się, ludzie umieli sobie latanie zorganizować i zawsze pojawiali się tam gdzie trzeba.

Michał Nawrocki (szaszłyk)